W czasach dzieciństwa pokolenia boomerów, które to określenie pochodzi od angielskiego baby boom, a więc dotyczy reprezentantów powojennego wyżu demograficznego, zwykło się mówić, że koszt wychowania dziecka do matury jest równoważny z ceną nowego mercedesa. Wówczas niedościgłego przedmiotu marzeń, synonimu luksusu i bogactwa.
Tyle anegdoty, co nie zmienia faktu, że w okresie złudnej prosperity czasu Edwarda Gierka, kiedy powstawały masowo nowe osiedla mieszkaniowe stanowiące nowe dzielnice rozwijających się aglomeracji, w najlepszym razie mieliśmy do czynienia z tzw. reprodukcją prostą, co oznacza, że modelowa rodzina decydowała się na dwoje dzieci a liczba jedynaków stopniowo rosła.
Wzrost zamożności to zmiana oczekiwań
Dzisiaj, gdy poziom zamożności wzrósł a wraz z nim nasze oczekiwania, gdy model kariery, a także rozwój medycyny sprawiły, że decyzja o macierzyństwie odkładana jest w bliżej nieokreśloną przyszłość, gdy szereg par zmaga się z problemem niepłodności, na co składają się: rosnące tempo życia, stres, czynniki środowiskowe, wszechobecny mikroplastik, zmiany cyklu biologicznego rozwoju, a także rosnący problem jakości męskiego nasienia. Słowem chcieć, nie zawsze oznacza móc.
Odrębna kwestia to opieka okołoporodowa, polityka prorodzinna państwa, czy nasze osobiste preferencje i oczekiwania. Dość powiedzieć, że pokolenie naszych dzieci, gdzie brat i siostra jakże często dorastali w jednym pokoju, nie wyobraża sobie podobnej sytuacji w odniesieniu do własnych dzieci. Wróćmy więc na moment do niedawnej rozmowy o oszczędzaniu. Kto i kiedy powinien myśleć o własnym „m”, bez względu na jego model, choć niedawna dyskusja w trakcie kolejnej edycji Szkoły Menadżerów Polskiej Bankowości Spółdzielczej dowiodła, że budownictwo na wynajem nie zapewnia poczucia bezpieczeństwa, w odróżnieniu od form własnościowych, bo, jak to ujęto – „Własne to własne”.
Planujmy z wyprzedzeniem
Zatem zobowiązanie dłużne, z reguły długoletnie, najlepiej planować z myślą o dziecku jeszcze nim Ono się narodzi. Złe doświadczenia naszych rodziców z tzw. polisą posagową nie powinny stanowić przeszkody. Po drugie, skoro to bank lokalny emituje obligacje komunalne, naciskajmy na wójta, burmistrza, prezydenta, ale także nadzorujące ich pracę Rady, aby powstawały plany zagospodarowania przestrzennego z myślą o wskazaniu i przygotowaniu terenów pod budownictwo mieszkaniowe, indywidualne, spółdzielcze, komunalne i w formule wspólnotowej.
To krok pierwszy. Krok drugi to przyjazne otoczenie, o którym trudno mówić, kiedy matka karmiąca dziecko w parku budzi niezdrową sensację, a lokale gastronomiczne nadal uważają za fanaberię urządzenie dyskretnego kącika z tzw. przewijakiem, podczas gdy wiele z nich informuje, że goście z kotkiem czy pieskiem, są mile widziani. Zostawmy jednak te rozważania socjologom, antropologom kultury i demografom.
Banki od dawna obok schodów wejściowych, preferują pochylnie, nie tylko zmyślą o osobach z niepełnosprawnościami, ale także w trosce o Mamę czy Tatę z dzieckiem w wózku. Tyle że już otoczenie nie jest tak przyjazne a niedostateczna liczba placówek opiekuńczo-wychowawczych sprawia, że castingi do żłobka, renomowanego przedszkola z dodatkowym angielskim, rytmiką oraz zajęciami rozwijającymi zdolności poznawcze i psychoruchowe, przypomina niegdysiejsze kolejkowe komitety, gdzie wypatrywało się artykułów AGD i mebli.
Koszty to nie jedyne kryterium wyboru
Wszystko to nie zmienia faktu, że koszty wychowania dzieci, postrzegane jako czynnik pogorszenia standardu życia wynikający z rosnących nakładów na utrzymania dziecka, konieczności zapewnienia mu właściwej opieki i wykształcenia, są relatywnie wysokie i sięgają od 15 proc. do 30 proc. budżetu statystycznej rodziny. Zmieniają się one w tym przedziale w zależności od liczby dzieci, ich wieku i etapu edukacji. Wzrost kosztów wychowania dzieci w następstwie ogólnego podniesienia kosztów życia w Polsce, które między 2015 a 2018 r. – jak oszacowało Centrum im. Adama Smitha – zwiększyły się o ok. 61 proc. W przypadku dzieci to inwestycja, tyle długoterminowa, ile w kategoriach zwrotu na kapitale gwarantuje, że w wieku podeszłym nie będziemy skazani na samotność. Wszak kochające dzieci i wnuki, to wartość nieprzeliczalna w kategoriach wyłącznie materialnych.
Waga problemu znajduje odbicie także w debacie społecznej, gdzie kwestie mieszkaniowe, kosztów utrzymania, ochrony zdrowia, wreszcie wyboru czy studia płatne, czy darmowe, wybijają się na plan pierwszy obok bezpieczeństwa.
Zatem nasza decyzja o tym: „czy – bądź kiedy?” zdecydować o powiększeniu rodziny, często zresztą odbiegającej od tradycyjnego modelu, gdyż tylko w minionym roku, więcej niż co czwarte dziecko (29 proc.), urodziło się w związkach niesformalizowanych, wymaga wyznaczeniu preferencji z myślą o pomyślnej przyszłości naszego dziecka.
Oszczędzajmy bez względu na motywację
Oszczędzanie długoterminowe zwykle za cel ma ochronę zdrowia, mieszkanie lub edukację. Dwa ostatnie cele to nic innego niż zapewnienie dobrego startu naszemu dziecku. Nie czekając więc na spełnioną karierę, wysoki status materialny i społeczny, co pewnie warunkować będzie decyzję o rodzicielstwie, możemy wcześniej założyć konto przeznaczone do gromadzenia nadwyżek finansowych. Efekt procentu składanego, lokata terminowa z możliwością jej odnawiania, bądź inne rozwiązanie, które podpowie doradca, gdzie deklaracja długoterminowego osadu pozwoli negocjować atrakcyjne warunki, to inwestycja w pomyślny start naszego dziecka a w przypadku, gdy los, lub okoliczności życiowe pozbawią nas możliwości posiadania dzieci, zgromadzony kapitał przeznaczymy na inny cel. W każdym więc układzie nasz strategiczny wybór nie przesadzając o tym, czy i kiedy zdecydujemy o narodzinach potomka, otworzy nam szerokie spektrum możliwości.
W moim pokoleniu część rówieśników łączyła studia z wychowaniem dzieci. Tylko w akademikach UW przy ul. Banacha w Warszawie były dwa piętra małżeńskie. Wielu współlokatorów owego czasu zrobiło spektakularne kariery, w tym publiczne, a premią za ówczesne trudy był fakt, że całkiem już dorosłe dzieci zapewniły rodzicom możliwość zastania młodymi dziadkami, gdzie obok satysfakcji czerpanej z zawodowego spełnienia, mogliśmy cieszyć się urokami zabawy z wnukami w czasie, gdy sprawność fizyczna i dolegliwości wynikające z wieku nie stanowiły jeszcze przeszkody. Zapewniam, że to nie były odosobnione przykłady.
Mimo że banki były wówczas zalążkami obecnych, profesjonalnych instytucji, kredyty studenckie pozwoliły finansować naukę, potrzeby bytowe i wychowanie potomstwa. Pomoc sąsiedzka w warunkach domu studenckiego nie była bez znaczenia, a nawiązane wtedy relacje procentowały w dorosłym życiu, także zawodowym. Relacje bowiem, tak ważne w bankowości lokalnej, to podobnie jak posiadanie potomstwa element budowy kapitału społecznego.
Kwota, jaką co miesiąc odłożymy, da na przykład po 18 latach okrągłą sumę. I tak, gdyby co miesiąc na subkonto, które przeznaczone jest na fundusz zapewniający dobrą przyszłość dziecka, trafiało 500 zł – zgromadzimy nie mniej niż 108 tys. zł., ale już 100 zł pozwoli zgromadzić 21600 zł. Na czesne i kwaterę wystarczy. Zwłaszcza gdy po narodzinach potomka, część pomocy państwa (aktualnie 800 zł) zasili ów fundusz. Jeśli dziecko nie wybierze studiów, zgromadzona kwota pozwoli sfinansować udział własny, stanowiący z reguły warunek ułatwiający uzyskanie kredytu hipotecznego, sfinansuje zakup działki lub założenie własnego biznesu. Możliwości jest zresztą więcej, a w wyborze optymalnego wariantu pomoże bank, bo tą drogą pozyska nowego klienta. Zanim ten będzie sam podejmował decyzje, już będzie gromadził środki finansowe na koncie bankowym. Przy okazji edukacja ekonomiczna stanie się faktem, niejako „po drodze”, gdyż fakt posiadania konta i pomnażania środków w czasie, gdy inni w całości wydają kieszonkowe na przyjemności, skłoni młodzież, by ciesząc się dniem bieżącym (co jest przywilejem młodości), patrzyła w przyszłość z optymizmem i nadzieją. W czasach niepewności, to wartość sama w sobie.
Praktyczny wymiar edukacji ekonomicznej
Karta przedpłacona, wsparta dodatkowymi funkcjonalnościami, jak systemem kontroli rodzicielskiej, dzienny limit wydatków, to tylko niektóre z rozwiązań, które dzięki cyfrowej technologii nauczą dziecko gospodarności. Racjonalne zarządzanie kieszonkowym, a jednocześnie gwarancja bezpieczeństwa środków, które przeznaczymy na kieszonkowe dla naszych pociech, zapewnią dzieciom poczucie komfortu. Pozwoli to także eliminować pomysły dziadków, którzy zwykli ukradkiem podtykać wnukom dodatkowe bonusy finansowe za plecami rodziców. Znacznie lepiej dla beneficjentów będzie, gdy za wiedzą i zgodą rodziców owe dodatkowe środki zasilą nie tylko bieżące wydatki, ale specjalnie do tego utworzone bankowe konta.
Alternatywne formy finansowania, to zwykle ekspozycja na ryzyko. Wymagają przy tym znajomości rynku, specjalistycznej wiedzy nie tylko finansach, rozwagi, z reguły znacznych rezerw finansowych. Na koniec w czasach niepewności, nawet „tradycyjnie pewne” lokaty w złoto, wymagają dodatkowych zabezpieczeń a w razie nagłych potrzeb, nie gwarantują satysfakcjonujących profitów.
Wychowanie to proces wielostronny i skomplikowany w zmieniającej się rzeczywistości. Praktyczna edukacja finansowa, jako integralny element wychowania to uczenie zaradności, kreatywności połączonej z rozwagą, dbałość o myślenie na temat materialnych podstaw egzystencji jako o środku do realizacji marzeń i aspiracji życiowych. Pomyślmy o tym, zanim będzie zbyt późno. Wszak bank jako instytucja zaufania publicznego wesprze nas wiedzą, profesjonalnym doradztwem i szeroką gamą możliwości, gdyż horyzont czasowy mierzony cyklem dorastania i wchodzenia w dorosłość, daje nam czas na podejmowanie decyzji optymalnych nie tylko w ich finansowym wymiarze. Każda strategia wymaga zrobienia pierwszego kroku. Niech będzie nim gromadzenie aktywów przy profesjonalnym wsparciu naszego banku.
Maciej Małek

