«Najbliższe szkolenie już 19 maja 2025 r.»

Naucz dziecko zarządzać pieniędzmi, czyli jak w praktyce edukować finansowo rodziców, a potem dzieci?

Naucz dziecko zarządzać pieniędzmi, czyli jak w praktyce edukować finansowo rodziców, a potem dzieci?

Nawiązując do tytułowego pytania, chcę namówić Państwa do rozmowy o finansach, ale nie tylko. Wszyscy mamy marzenia, aspiracje i pomysły na przyszłość. Tyle że zwykle życie je weryfikuje, nie zawsze w pożądanym przez nas kierunku.

Rok 2024 był rokiem edukacji ekonomicznej, co miało związek ze stuleciem powołania NBP, BGK i reformami Grabskiego, które doprowadziły do powołania złotego, jako stabilnej, narodowej waluty.

Dla kraju powstałego z ruin, po 128 latach braku własnej państwowości miało to znaczenie nie tylko symboliczne. Ilu z Państwa miało w minionym roku okazje usłyszeć o rocznicowych obchodach, zrealizowanych w tym czasie projektach, nie wspominając o konkretach, a więc efektach owych działań. Nie dalej jak w początkach stycznia tego roku w Senacie odbyła się konferencja stanowiąca próbę podsumowania owego „Roku Edukacji Ekonomicznej”.

Czy w doniesieniach medialnych, audycjach informacyjnych emitowanych w tzw. prime time, coś na ten temat słyszeliśmy?

A ilu z Państwa słyszało o projekcie PTE poświęconym 100-leciu sławnego eseju Johna Maynarda Keynesa, Noblisty i prekursora myślenia o ekonomii w jej społecznym kontekście? Adresowany do wnuków zakładał, że ludzkość uzyska harmonijny rozwój i spełnienie po wypełnieniu kilku warunków. Pierwszy z nich to wyeliminowanie wojen…

A no właśnie! My w Polsce dobrze rozumiemy, czym jest wojna i jej następstwa, a konflikt zbrojny za nasza wschodnią granicą, zmienił realia, w jakich przychodzi nam żyć, nader wyraźnie. Wróćmy jednak do tytułowego pytania.

W Polsce zwykliśmy mówić, że: „czym skorupka za młodu…”, jednak należy owo powiedzenie traktować łącznie z innym, a mianowicie: „czego Jaś się nie nauczy…” i tak doszliśmy do sedna problemu.

Na ogół jest tak – rodzice „zarobieni”, dziadkowie finansują doraźne potrzeby wnuków: kieszonkowe plus okazjonalnie „coś ekstra”, a życie płynie… Zderzenie z rzeczywistością następuje zwykle, gdy kolega ma „wypasionego” smartfona – my starą Nokię, a koleżanka stereo słuchawki uruchamiane bezprzewodowo, natomiast my – przypominające zatyczki do uszu, okablowane zestawy wchodzący w skład starszego modelu telefonu. Nikt wówczas nie zastanawia się – skąd na to środki? – tylko następuje rodzinna mobilizacja…, no bo przecież nasz, nasza, nie mogą być gorsi…

Tyle że pokolenie dziadków, uczęszczające do szkoły w czasach słusznie minionego ustroju już w pierwszej klasie obligatoryjnie zakładało książeczkę SKO. Kto rozszyfruje ów skrót? Tak – to Szkolna Kasa Oszczędności. Nie było gospodarki rynkowej, banków w dzisiejszym tego słowa znaczeniu, ale każdy był zachęcany do oszczędzania.

Przewrotnie spytają Państwo, dlaczego bank ma się zajmować naszą edukacją finansową? Ano dlatego, że nikt inny jak dotąd nie zrobił tego skutecznie. Kredyty frankowe, klauzule abuzywne, obowiązki informacyjne, wszystko to wydaje się abstrakcją tak długo, jak komornik, windykator, czy KRD omijają nasze domy. Do czasu, jednak. Właśnie domy… Od okresu Szklanych domów Żeromskiego nie rozwiązaliśmy problemu mieszkalnictwa i co za tym idzie, Polacy nadal są mało mobilni w poszukiwaniu atrakcyjnej pracy, bo wyjazd do aglomeracji oznacza, że gros dochodu przeznaczyć trzeba na wynajęcie jakiejś klitki, a własne mieszkanie w naszym finansowym zasięgu, oznacza zazwyczaj konieczność wstawania o trzeciej nad ranem, by na czas dojechać do pracy. Prawda, że brzmi znajomo?

Może zatem o kwestii mieszkania dla wnuczka (nie mylić z oszustwem na wnuczka), warto pomyśleć już w chwili jego narodzin. W tej kwestii bank będzie pomocny, a kontrolę zapewni regulator i nadzorca, gdyż założenie konta maluchowi, obwarowane szeregiem warunków, zastrzeżone jest do zgodnej woli obojga rodziców. Potem na nieco dalszym etapie, aplikacje telefoniczne pozwalają owymi pieniędzmi zarządzać, a w ograniczonym kontrolą rodzicielską zakresie, także dysponować. Można? – Można! Najlepsze tego potwierdzenie, stanowią udane kampanie społeczne. Tyle że to raczej produktowa reklama cyfrowych kanałów dostępu niż edukacja finansowa, jako – taka.

Aha. Są jeszcze kancelarie prawne, obiecujące złote góry, zwłaszcza w odniesieniu do zobowiązań już uregulowanych. Skupują takie papiery, zachęcając klienta poprzez sankcję kredytu darmowego na podstawie abuzywnych jakoby, a więc niedozwolonych klauzul.

To oznacza brzemienną w skutki erozję stosunków zobowiązaniowych, a przecież specyfika bankowego biznesu opiera się na wzajemnym zaufaniu, niezbędnym do zaspokajania przez bank, potrzeb interesariuszy. 

Jakże inaczej bowiem mogłyby powstawać banki spółdzielcze w czasach, gdy Polska nie istniała jako samodzielny byt państwowy, gdyby nie potrzeba, wygenerowana przez samo życie i relacje w lokalnej społeczności?!

Widome tego świadectwo stanowi fakt, że pomimo różnych uwarunkowań w każdym z zaborów, bankowość lokalna finansowała w zależności od potrzeb: rolnictwo, przemysł, rzemiosło, albo każdą z tych dziedzin jednocześnie, co dowodzi, że tradycja i nowoczesność, także dzisiaj zdolne są tworzyć efekt synergii.

Lecz wróćmy do dzieciaków, a raczej młodzieży. Co dziś poza rozlicznymi lękami wyróżnia nasze dzieci? Z jednej strony poszukiwanie wspólnotowych wartości, z drugiej dążenie do zaznaczenia swojej podmiotowości i indywidualnego rysu. Ubiór, czasem szokujący nas starszych, swoisty kod językowy, muzyka, w której my nie odnajdujemy melodii czy rytmu. Wszystko to stanowi sposób na wyrażanie siebie i swoich emocji.

Czy zatem nie ma tu przestrzeni, by np. wizualizacja, czy identyfikacja graficzna karty płatniczej mówiła, skąd jestem i gdzie podążam. Wszak większość naszych podopiecznych na jakimś etapie życia, edukacji, realizacji aspiracji i dążeń, trafi do aglomeracji warszawskiej, śląskiej, łódzkiej, czy metropolii; wrocławskiej, poznańskiej, szczecińskiej lub każdej innej. Jednak nasz bank już jest tam obecny, przez zapewnienie pełnego dostępu do usług finansowych. 365 dni w roku, 24 godziny na dobę.

Czemu dzieci egzekwują od rodziców sortowanie odpadów? Dowiedziały się tego w szkole.

Czemu pilnują na komunijnych przyjęciach prohibicji. Bo księża i katecheci uświadamiają religijny i symboliczny charakter tego sakramentu. Słowem – prosty, czytelny przekaz i praktyczne zastosowania – bywają skuteczne.

Szkoła sobie nie radzi. Przedsiębiorczość to przedmiot fakultatywny, zwykle przydzielony w ramach uzupełnienia tzw. pensum pani od polskiego, a bywa, że panu od WF-u. Skutek łatwy do przewidzenia. A ile klas w ramach wycieczki do Warszawy odwiedziło Centrum Pieniądza NBP, czy choćby salę tradycji BPS lub Krajowej Rady Spółdzielczej? Kto dzisiaj pamięta serial „Najdłuższa Wojna Nowoczesnej Europy”? Piękną opowieść o czasach, gdy tyle było Polski, ile własności w polskich rękach, a wszystko za sprawą księdza Wawrzyniaka i banków spółdzielczych?

Analogiczne przykłady ze świata, gdzie to „mały może więcej”, można by mnożyć. Jeśli Kompania Wschodnioindyjska stanowi modelowy przykład potęgi Imperium Brytyjskiego, zbudowanej na flocie zwanej „królową mórz”, to warto przypomnieć, że mała Holandia, jako kraj kupców i żeglarzy, jako jedyna podjęła skuteczną rywalizację w tym aspekcie z Imperium Brytyjskim.

Nie jest więc przypadkiem, że korzystając z walorów klimatu, pod Warszawą rozwinęły się sadownictwo i ogrodnictwo, by w czasach zaborów zaopatrywać w nowalijki restauracje Petersburga i Moskwy? To wówczas z potrzeby rynku zrodziła się siła polskiego sadownictwa, a polskie jabłko soczyste, winne i o unikatowej kwasowości, stanowi obecnie jeden z polskich produktów eksportowych. To nie tylko powód do dumy, ale po dziś dzień źródło zamożności znacznej części społeczności lokalnych na obszarze wielu województw, a co za tym idzie, również i klientów banków spółdzielczych.

Młodzi mają swoje poglądy, pomysły i aspiracje. Rzecz w tym, by realizując je np. na warszawskiej SGH, czy krakowskiej AGH (że nie wspomnę o Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku), poszli tam wyposażeni w praktyczną wiedzę i umiejętności, także w zakresie produktów finansowych w rodzaju np. kredytu studenckiego, bo systematyczne oszczędzanie jawi się w tym momencie, jako drugi filar owego rozwiązania. Karta wielowalutowa czy cyfrowe kanały dostępu, potwierdzą jedynie związek z lokalną społecznością, do której po studiach powrócą, by zdyskontować nabytą wiedzę i profesjonalne umiejętności.

 Bankowość lokalna pozostaje w ścisłej relacji z JST. Te ostanie, realizując zadania z zakresu usług komunalnych, odpowiadają za transport, oświatę, ochronę zdrowia i bezpieczeństwo. Koncepcja „Smart City” sprawiła, że szereg z nich realizują cyfrowe kanały dostępu. Zatem już nie kiosk z biletami, czy biletomat, ale quar kod i odpowiednia aplikacja w telefonie. Na końcu procesu bank, który dostarczył sprawdzonego rozwiązania i zarządza procesem w aspekcie cyberbezpieczeństwa. Chcesz wejść do cyfrowego świata? Twój bank już tam jest. Oto praktyczna forma skutecznej edukacji ekonomicznej. 

Do tematu niebawem powrócimy, obalając przy okazji szereg mitów, obowiązujących przez lata paradygmatów, a nawet czegoś, co nazwałbym przesądem, utrwalonym w zbiorowej świadomości od czasów wspomnianych już we wstępie, książeczek SKO, ponieważ oszczędzanie samo w sobie nie wystarczy. Inżynieria finansowa oferowana w bankach spółdzielczych, dzięki współpracy z KIR-em, daleko wykracza poza tradycyjne formy rozumiane jako finansowanie dłużne z jednej, a lokaty terminowe, z drugiej strony. Dzieje się tak w odpowiedzi na oczekiwania klientów i potrzeby rynku, gdyż ani edukacja, ani pieniądz nie stanowią celu samego w sobie. Są jedynie środkiem do realizacji naszych aspiracji i dążeń. 

Zdają się to rozumieć nasze dzieci. Skoro bowiem 70 proc. zasobów słodkiej wody zużywa dzisiaj rolnictwo, to związek pomiędzy jakością naszego życia a faktem, że do wytworzenia jednego bawełnianego T-shirta zużywamy 1,5 tysiąca litrów wody za chwilę stanie się, aż nazbyt oczywisty.

Nie będzie zatem ani pointy, ani twardej konkluzji czy gotowej recepty na sukces w realizacji zadania polegającego na praktycznej nauce zarządzania naszymi zasobami. Tylko od Państwa zależy, czy i co z tym zrobicie. 

W Instytucie Nowego Marketingu mamy jedynie ambicję, by możliwości, jakie stwarza w tym zakresie bankowość lokalna, prezentować możliwie przystępnie jej obecnym i potencjalnym interesariuszom. Potencjał wzrostu jest bowiem znaczny i jeszcze nie raz przekonamy Państwa, że mniejsze organizmy z natury rzeczy efektywnie zarządzają zmianą i reagując na mega trendy, szybciej wdrażają nowe rozwiązania. Na początku owej drogi, pozostaje jednak edukacja naszych dzieci.

Maciej Małek

Udostępnij

To może Ci się spodobać

Bądź na bieżąco z nowościami

Otrzymuj powiadomienia o nowych produktach, wskazówki i samouczki. Żadnego spamu. Zawsze możesz zrezygnować z subskrypcji.

marketing, audyt, szkolenia

ul. Spółdzielcza 10, 05-530 Czersk

kontakt@newmarketing.institute

New Marketing Institute © Wszelkie prawa zastrzeżone. Copyrights 2025