Jak dowiadujemy się z doniesień medialnych, doświadczenia konfliktu zbrojnego w wymiarze pełnoskalowym w Ukrainie, skłoniły rząd do podjęcia przygotowań mających na celu ochronę dóbr kultury narodowej na wypadek zbrojnej agresji, która poza wymiarem militarnym, społecznym, logistycznym, informacyjnym, czy zdrowotnym, wymagają szczególnych działań w zakresie ochrony i zabezpieczenia przed rabunkiem, zniszczeniem, lub utratą w wyniku aktów wandalizmu dóbr kultury narodowej, jakże poważnie nadwątlonych, a niekiedy, przypadki liczone w dziesiątkach tysięcy artefaktów, bezpowrotnie utraconych w wyniku II wojny światowej.
Inwentaryzacja potrzebna od zaraz
Muzea regionalne, plebanie, domy prywatne zawierają niekiedy prawdziwe perełki, nieznane szerszej społeczności, sam jako dziecko bywałem na wakacjach w Koronowie nad Brdą w domu, gdzie ściany zdobiły szkice Leona Wyczółkowskiego, bywającego w tych stronach u przodków naszych gospodarzy. Chełmońskich, Fałatów, nie wspominając przedstawiciela szkoły monachijskiej w polskim malarstwie batalistycznym Józefa Brandta, którego muzeum znajduje się dosłownie o miedzę, w dawnym zespole pałacowo-parkowym w Orońsku, opodal Nowego Dworu. Takich miejsc jest w naszym kraju nadal setki, jeśli nie tysiące. Często rozproszonych i pozbawionych właściwego dozoru i zabezpieczenia konserwatorskiego.
Co na to władze?
Jak już wspomniałem, rząd przygotowuje stosowne decyzje mające na celu uwzględnić ten aspekt w przygotowaniach na rzecz kompleksowej reakcji państwa, w razie bezpośredniej agresji zbrojnej na nasze terytorium. W sprawie panowała swoista zmowa milczenia do czasu, gdy minister kultury Hanna Wróblewska (ta sama, dla której legendarny dyrektor Opery Narodowej — Teatru Wielkiego; Waldemar Dąbrowski okazał się zbyt stary) w rozmowie z brytyjskim czasopismem Financial Times stwierdziła, że polskie muzea nie mogą, jak to ujęła: „funkcjonować na podstawie teoretycznego pojęcie bezpieczeństwa”. W związku z tym w resorcie powołano specjalny zespół, pracujący pod kierownictwem emerytowanego pułkownika wojskowego kontrwywiadu Macieja Matysiaka, byłego zastępcy Szefa kontrwywiadu, obecnie departament bezpieczeństwa w ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
W założeniach planu ewakuacji uwzględniono 160 instytucji państwowych na terenie kraju, które mają wskazać przedmioty podlegające „priorytetowej ewakuacji” – obrazy, rzeźby, rzadkie woluminy, zabytkowe instrumenty i księgi inwentarzowe dokumentujące ich własność. Negocjacje z zainteresowanymi przyjęciem tych dzieł krajami objęte są poufnością.
Czy leci z nami pilot?!
Odwołanie do tytułu filmowej burleski wydaje się o tyle zasadne, że abstrahując od zasadności stwierdzenia, że „wszystkiego ewakuować się nie da”, trudno polemizować z koncepcją jako taką, bo nasze doświadczenie historyczne podpowiada, że mieliśmy w wojnie obronnej 1939 r., bronić całego terytorium wzdłuż długiej linii granic państwa, tyle tylko, że teza „silni, zwarci, gotowi”, okazała się nie mieć pokrycia w faktach, podobnie jak zapewnienie, iż „nie oddamy ani guzika”. Jednak tego rodzaju przedsięwzięcie z uwagi na jego skalę, zakres i złożoność wymagają ujęcia w stosowne ramy prawne. Kwestia do dyskusji – jakiej rangi. Podziału zakresu zadań wedle kompetencji, zasobów kadrowych, organizacyjnych, logistycznych i technicznych, wreszcie finansowych. Ponadto odpowiedzi wymaga kluczowe pytanie – kto, w jakim trybie i z użyciem jakich zasobów zadba o to, czego nie można wywieźć, niekoniecznie z racji mniejszej wartości artystycznej, ale np. stanu zachowania, rozmiarów czy położenia.
Praktyczne aspekty wykorzystania istniejących zasobów
W Polsce mamy łącznie 380 powiatów ziemskich i miast na prawach powiatu oraz 1459 gmin wiejskich. W każdej z nich, w różnym stanie zachowania, znajdziemy zespoły pałacowo-parkowe, dawne dworki szlacheckie, trwałe ruiny z okresów historycznych, nie wspominając o kościołach, zabytkach architektury przemysłowej, obiektach inżynierii wodnej, infrastruktury etc. Jednocześnie w każdej gminie, powiecie jest obecny oddział, placówka, lub punkt kasowy. Z reguły dysponują one pomieszczeniami, w których w warunkach przewidzianych prawem zabezpieczano walory pieniężne. Dzisiaj często służą innym celom lub pozostają niewykorzystane. W obu jednak przypadkach zachowano ich stan techniczny i gotowość zabezpieczenia w sposób gwarantujący ich eksploatację w razie potrzeby. Gdzież więc lepiej stworzyć warunki do przechowania np. obrazów i naczyń liturgicznych miejscowej plebanii, tak ważnych w warstwie artystycznej, a także symbolicznej dla miejscowej społeczności.
Czego nie zrobiono?
Czy pani minister kultury kontaktowała się w tej sprawie z kolegami z resortów MSWiA, Obrony, Infrastruktury?! Czy pan płk Maciej Matysiak rozmawiał w tej sprawie z przedstawicielami UKNF, Radami i Zarządami Zrzeszeń i banków zrzeszających?! A może nastąpił kontakt z sekretariatem Konferencji Episkopatu Polski?! To pytania retoryczne, ale idę o zakład, że pozostają bez odpowiedzi. Jeszcze nie jest za późno. A może to Banki Spółdzielcze, tak symbiotycznie działające na rzecz lokalnych społeczności, skierują stawiane tu pytania do pana wicepremiera, ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza?
Na niedawnej Radzie Naczelnej PSL deklarował Pan potrzebę i chęć wzięcia większej odpowiedzialności za bieg spraw w naszej Ojczyźnie. Okazja jak znalazł. Do dzieła zatem. Uprzedzając ewentualne zarzuty o polityczny kontekst owego apelu, dodam na koniec, że teza o takim jego wymiarze jest tak samo zasadna, jak stwierdzenie, że działanie Ignacego Paderewskiego, gdy walczył o polskie sprawy w USA, zaczynał każdy koncert odegraniem Mazurka Dąbrowskiego, również jako sędziwy już pan w roku 1940., nosiła znamiona politycznego manifestu. Na takie rozumienie – pełna zgoda. Wszak, gdy ksiądz Wawrzyniak przejął zarząd Banku w Śremie, utworzył tam Towarzystwo Oświatowe i bibliotekę, a był to jedynie zaczątek jego licznych dzieł w tym obszarze. Zatem tradycje troski o szeroko pojętą kulturę, wpisane są w DNA bankowości spółdzielczej od jej zarania.
Maciej Małek

